Informacje o nowych artykułach prosto na Twój e-mail

    Nowy biznes podczas kryzysu. Dlaczego idę pod prąd?

    Kajak płynący pod prąd

    Obecna pandemia strachu na rynkach, odczucie niepewności i niestabilnego gruntu, znacząco zniechęcają przedsiębiorców do rozpoczynania nowych projektów. Nie ma co się dziwić, że radykalne, często pochopne decyzje rządu nie pozwalają nawet doświadczonym graczom na realizację swojej strategii.

    Rozkładając na czynniki pierwsze załamanie gospodarki, niekoniecznie warto się czuć aż tak przegranym. Staram się znaleźć pozytywy.

     

    1. Pierwszy lock down

    W pewnym momencie całkowitego lock down’u (marzec/kwiecień 2020) czułem, że coś idzie nie tak. Miałem odczucie, że coś ewidentnie chce mnie ominąć, a ja za wszelką cenę chciałem się rozwijać. Podczas pierwszej fali niewielki procent biznesów zarabiał.

    Nasuwało się więc pytanie – jak zamknięcie w domach przełoży się na sektor gospodarczy? Czy aby na pewno jako przedsiębiorca jestem na to przygotowany.

    Z dnia na dzień wymyślałem masę pomysłów, dzięki którym mógłbym zarobić podczas kryzysu. Jeden z nich, o którym od dawna myślałem, zaczął wydawać się interesujący do realizacji.

     

    2. Sektor usług internetowych

    Jako młode pokolenie zawsze uważałem, że sektor usługowy (ok. 70% rynku) to klucz do świetnego biznesu. Dzięki umiejętnościom własnym bądź zespołu, świadczymy usługi innym firmom.

    Są one szczególnie oparte na technologii, konsultingu (szeroko pojętego), projektowania czy marketingu. Osobiście uważam, że warto przyjrzeć się branży marketingowej, ponieważ:

     

    • Pomimo ogromnej konkurencji, wciąż brakuje dobrych specjalistów. Szczególnie techniczny marketing internetowy.
    • Sektor reklamowy zwiększa się z roku na rok. Wygrywają Ci sprytniejsi, a zarazem bardziej pracowici.
    • Dostępny dla wszystkich, z niewielkim wkładem własnym – w większości.

     

    Sytuacja związana z Covid-19 pokazała mi mocno, jak ważne jest mieć silną pozycję w internecie. Z czasem zauważyłem, że jest to jakby posiadanie fizycznego sklepu w centrum dużego miasta, gdzie przechodzi duża ilość osób.

    W związku z tym, że mam firmę opartą o świadczenie usług brandingowych, też potencjalnie mogłem ucierpieć na pierwszej fali wirusa. Poprzez to zdecydowaliśmy się powierzyć pozycjonowanie naszej strony firmowej do zewnętrznej agencji.

     

    2.1. Obsługa SEO zewnętrznej agencji

    Pomimo tego, że zleciliśmy pozycjonowanie naszej firmowej strony na zewnątrz, ja wciąż lubiłem mieć kontrolę nad procesem budowania widoczności. Jest jeden prosty powód dlaczego. Bo sam od dłuższego czasu się tym interesowałem i chciałem znać cały proces “know-how”.

    Rezultaty zewnętrznej firmy były bardzo niezadowalające w kontekście nie samych efektów (których praktycznie nie było), natomiast zaangażowaniem w cały proces. W pewnym momencie zostałem uświadomiony przez kilku „wyjadaczy” branży SEO, jak budżet który płaciliśmy w wysokości 2000 zł netto miesięcznie powinien być przeznaczany.

    Nie chcę wchodzić w tym artykule w szczegóły, więc w dużym skrócie.

    Klient płaci co miesiąc stawkę 2 000 zł netto/miesięcznie, za usługi, które mógłbyś wykonywać osobiście za maksymalnie 600 zł. Gdy rozpoczynałem temat efektywności i faktycznego raportu z zakresu wykonanych działań, kontaktował się ze mną specjalista ds. Relacji z Klientami.

    Kto w swojej firmie potrzebuje mieć takiego specjalistę? 🙂 Polak mądry po szkodzie.

     

      Zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach.

       

       

      3. Światło w tunelu (które zapoczątkowało nowy biznes)

      Poszukiwałem innej firmy do pozycjonowania naszej strony. Otrzymywałem dziesiątki, może nawet setki ofert handlowych od najróżniejszych osób i firm z branży pozycjonowania. Część z nich wyglądała spójnie, wydawały się całkiem w porządku pod kątem cenowym jak i zakresu prac.

      W znacznej części były to oferty przypominające tą, z której co dopiero udało mi się zrezygnować.

       

      W pewnym momencie, gdy zacząłem analizować sytuację covidową i to, jak ogromny ma ona wpływ na dalsze kształtowanie się rynku. Coś we mnie drgnęło, taka chłodna myśl do stworzenia czegoś, czego sam bym pragnął gdy poszukiwałem agencji od pozycjonowania.

      Kartka, długopis, plan. Do kosza i ponownie. Gdy ostatni raz sięgałem po kartkę, rozpisałem sobie wszystkie elementy złe, które widziałem w dotychczasowych ofertach, modelach współpracy, cenach. Po drugiej stronie zapisałem sobie rzeczy, o które ja, jako potencjalny klient zawsze pytałem, oraz co było dla mnie było barierą do wejścia we współpracę.

      Stworzyłem ofertę skromnie miażdżącą, wciskam się na rynek, który już 2 lata temu był rozepchany całkowicie.

      Przetestowałem pomysł, poszło. Założyłem spółkę. Rozpocząłem działania.

       

      4. Agencja Wrocławska – na jakie atuty postawiłem?

       

      4.1. ATUT nr 1

      Wszyscy robią wszystko dla wszystkich – w dużym skrócie. To główny element, którym szczególnie charakteryzują się firmy na rynku. Brak jakiegokolwiek targetu, jednego dnia klient ze Szczecina, drugiego dnia z Zakopanego.

      W dobie internetu, spotkań online, rozmowach telefonicznych to jest jak najbardziej OK, tylko nie w momencie, gdy chciałem wejść z nową firmą na rynek, bez jakiegokolwiek portfolio i referencji, a w dodatku w bardzo zagęszczoną branże.

       

      Postanowiłem stworzyć więc coś, co będzie mocno identyfikowało się lokalizacyjnie, co pozwoli już w fazie rozmów z potencjalnym klientem dać odrobinę zaciekawienia samej nazwy, wpłynie na łatwą zapamiętywalność i umożliwi firmom utożsamić się z partnerem biznesowym z tego samego miasta.

       

      WYNIK: Zainteresowanie znacznie wyższe niż zakładałem, nawiązujemy współpracę wyłącznie z klientami, którzy mają główną siedzibę, bądź oddział na terenie Wrocławia.

       

      Jesteś Tutaj pierwszy raz? Zacznij czytać Tutaj

       

      4.2. ATUT nr 2

      Gdy sam poszukiwałem firmy, która mogłaby zająć się na poważnie pozycjonowaniem naszej strony, każdy obiecywał efektów, mniejszych bądź większych, natomiast nigdy nie byłem w stanie wejść o poziom wyżej, gdzie mógłbym ustalić szacunkowe wzrosty widoczności domeny, czy ilości pozycjonowanych fraz.

      Było to dla mnie dziwne, bo nie wymagałem określenia 100% wyniku, który finalnie ukaże się po np. roku prac, tylko ogólnego omówienia potencjału do wzrostu domeny swojej agencji. Raz słyszałem, że to zależne od budżetu – co mogę uznać za logiczne i znajdujące prawdę w rzeczywistości.

       

      Drugą, częstą odpowiedzią było zwalenie winy na algorytmy Google, że w dobie coraz to nowszych aktualizacji, pozycjonerzy nie są w stanie przewidzieć przyszłości – z czym także po części się zgadzam.

      Postanowiłem więc wybrać optymalną, a zarazem ryzykowną ścieżkę, takiej, w której ja sam czułbym się bezpiecznie, bazując na doświadczeniu swoim i mojego zespołu. Zdecydowałem, że jako faktycznie jedyni na rynku będziemy wywiązywać się ze swoich założeń odnoszących się do potencjalnych wzrostów danej domeny, i udzielać pisemnej gwarancji do realizacji efektów pod rygorem zwrotu pieniędzy.

       

      WYNIK: Zamiast obiecywać efektów, rozłożyłem na czynniki pierwsze pozycjonowanie i zacząłem ustalać z klientami cele na każde 6 miesięcy współpracy. Podpisujemy umowę na czas nieokreślony, natomiast co 6 miesięcy spotykamy się i weryfikujemy naszą efektywność działań.

      Jest to bardzo transparentne działanie, opiewające na zasadzie WIN-WIN. Klient wygrywa, bo jest coraz lepiej widoczny w sieci i dodatkowo jest pewny zainwestowanych środków, a my możemy dzięki temu rozwijać Agencję.

       

      4.3. ATUT nr 3

      Ograniczenie dostępności kluczem do jakościowych klientów.
      Mając już doświadczenie w pracy z przeróżnymi klientami, określiłem cele rozwoju agencji na najbliższe 2 lata, natomiast w tym artykule powiemy tylko o pierwszej fazie rozwoju – czyli ograniczenia dostępności na rynku do wyłącznie obsługiwania 20 klientów.

       

      Dlaczego taki zabieg? Czy nie lepiej pozyskać jak najwięcej klientów i więcej zarabiać?

       

      Decydując się na tak sprecyzowaną grupę docelową odbiorców naszych usług, jakość ma kluczowe znacznie nie tylko dla wizerunku, jak i dla samego jej istnienia.

      W momencie kiedy ryzyko w znacznym dużym stopniu jest po stronie agencji – ryzyko związane z gwarancjami, kluczem jest zweryfikować faktyczne prace agencji na rynku, a następnie przejście do etapu drugiego – ekspansja i poszerzenie zespołu, o których będzie mowa w innym artykule.

       

      Podsumowanie

       

      Każdy moment, każdy pomysł na rozpoczęcie nowego projektu jest dobry. W mojej ocenie kluczem jest dywersyfikacja rynkowa i skonfrontowaniem tego z rzeczywistością. Jakiego pomysłu na biznes byś nie miał, 99,9% pozostaje w jego realizacji.
      Warto jest często postawić się po tej drugiej stronie, wychwycić wąskie gardła i rozpocząć budowanie własnego imperium, na własnych zasadach.

       

        Podobał Ci się ten artykuł?

        Zarejestruj się, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach.

        Dodaj komentarz

        Twój adres email nie zostanie opublikowany.